Ubrania bez ściemy i przesady

Anna Kilian | 30.03.2011
Dodaj swój komentarz Liczba opinii: 0

Od dwóch lat projektują wygodną, ciekawie skonstruowaną odzież, przeznaczoną do noszenia przez długie lata. Projekty Cock’nbullstory są uniwersalne, ponadczasowe i poza trendami. Dla Karoliny i Agnieszki liczy się przede wszystkim kolor i wielofunkcyjna forma.

Razem w cyrku

Dziewczyny kończą studia na Wydziale Projektowania Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Tam tworzą i mieszkają. Z Karoliną umawiam się w Warszawie korzystając z tego, że wpadła tu na jeden dzień z powodów osobistych. Spotykamy się w kawiarni „Kafka” na Powiślu, ale o wolnym stoliku można tu w sobotnie popołudnie tylko pomarzyć. Wędrujemy więc razem w górę Oboźnej, aż w pawilonach na tyłach Nowego Światu natrafiamy na bardzo przytulną Kafefajkę, gdzie siadamy przy tureckiej jabłkowej herbacie. Karolina jest tak samo niezależna w doborze garderoby („szewc bez butów chodzi, nie spędzam połowy dnia na komponowaniu stroju”), jak i w swoich sądach: –  Nie wolno dać się zniewolić przez komórkę, Internet, pieniądze – mówi szczerze. – Żyję bez telewizora. Powinno się rozsądnie korzystać z portali społecznościowych, poczty internetowej, telewizji… Ja nie sprawdzam ustawicznie maili i nie żyję na Facebooku. To, co mnie przeraża, to rozmiary nadprodukcji na świecie, bo przejmuję się światową gospodarką i globalizacją. Firmom odzieżowym nie opłaca się magazynować niesprzedanych towarów, więc je niszczą. Nie wysyłają ich do jakiegoś biednego kraju, bo transport kosztuje. Nie przeszywają na nowo. Straty wpisane są w zyski. To dotyczy wszystkich branż, w tym także spożywczej.

Na takie tematy mogłybyśmy rozmawiać godzinami, zmuszam się więc do samodyscypliny i kieruję rozmowę na tematy związane z modą, u nas wciąż raczkującą, jeśli chodzi o projektantów: – Z jednej strony to dobrze, że ten rynek jest jeszcze w Polsce tak słabo wykształcony, bo możemy go razem z Agnieszką współtworzyć – stwierdza Karolina.  – Na razie polska moda to trochę takie błądzenie po omacku.

Cock’nbullstory wciąż nie mają w Łodzi żadnej pracowni a taka na pewno by im się przydała: – Do tej pory jesteśmy jeszcze jak cyrk objazdowy – nie mamy swojego miejsca – ubolewa designerka. – Projektujemy w podnajmowanej do tego celu szwalni. Chciałybyśmy zorganizować pokaz naszych ubrań. Takie przedsięwzięcia są kosztowne, ale wzmagają kreatywność i pomagają przełamywać własne ograniczenia oraz powszechnie przyjęte konwencje. Jeśli chce się do tego podejść profesjonalnie, to trzeba zaprezentować projekty uszyte z wielu różnych tkanin i materiałów (norma wymagana na pokaz to 30 – 50 modeli), zatrudnić profesjonalne modelki, wymyślić spójne i utrzymane w tym samym stylu fryzury i makijaże.

Do góry nogami przez cały rok

Karolina i Agnieszka bardziej interesują się historią sztuki niż ubioru.  Nie wierzą, że istnieje coś takiego, jak świadoma inspiracja. Na tę ich składa się zbiór różnych części składowych budowanych przez obrazy, rzeźby, zdjęcia, odcienie, nastroje, sytuacje. Są jednak pewne, że najważniejszy dla nich jest kolor i mogą powtórzyć za Paulem Klee – „kolor mnie posiadł”: – Jest obecny wszędzie, w każdym procesie projektowania – mówi Karolina. – Projektowanie to słowo, które lubię bardziej od „fashion”. Mamy z Agnieszką silną nić mentalnego porozumienia. Bardzo dobrze sprawdzamy się w teamie. Takie duety projektantów to świetna rzecz, bo wspólnie można stworzyć nową jakość. Obydwu nam zależy na tym, by nasze ubrania były przyjemne dla ciała, komfortowe i praktyczne. Gdy uszyłyśmy poliamidowe kurtki, to podszewka była z bawełny. Oprócz wygody ubrań zależy nam na ich wielofunkcyjności. Nasze mogą być noszone do góry nogami. Na przykład w bluzie modyfikowalnej w podstawowej wersji w plisie znajduje sie kieszeń, kaptur ma możliwość rozpięcia a obwód dekoltu reguluje się trokami. Zaś w wersji „do góry nogami” plisa staje sie rozłożystym kołnierzem a rozpięty kaptur tworzy smokingowe klapy. Szyjemy ubrania, które w zamierzeniu są całoroczne. Dzielenie ich na sezony jest dla nas sztuczne, bo inaczej wygląda zima w Polsce a inaczej we Włoszech czy w Skandynawii.

Cock’nbullstory nie kierują się rynkiem ani nie kalkulują, co zaprojektować, żeby się spodobało i sprzedało. Wiąże się to z dużym ryzykiem z ich strony. Często słyszą rady – by uszyć to lub tamto, albo w konkretnym kolorze, na przykład różowym lub czarnym – ale ich nie słuchają. Czerni nie używamy – stwierdza Karolina. –  Czerń – tak jak szarość – to bardzo fajny i bogaty kolor, ale gdybyśmy miały jej spróbować, to musiałaby powstać osobna, spójna kolekcja poświęcona tylko jej. Ludzie chętnie wkładają czarne ubrania licząc na to, że ich wyszczuplą. Nie wierzę, że kolor może aż tak bardzo wpływać na sposób, w jaki wyglądamy. Każde ciało jest przecież inne, w dodatku asymetryczne. Dlatego tak lubię pracę Katarzyny Kozyry „Łaźnia żeńska”, ponieważ pokazuje indywidualność i różnorodność kobiecego ciała.  I to, że nie da się go sklasyfikować. Presja podporządkowania się jakimś kanonom i wzorcom – w tym dotyczącym urody i wyglądu – wydaje mi się absurdalna. Każdy jest inny i powinien to w sobie doceniać i pielęgnować.

Pasja do życia

Karolina i Agnieszka jeszcze nie wiedzą, czy pokażą coś na majowym Fashion Week w Łodzi: – To fajne wydarzenie, ale nie weźmiemy udziału w tej edycji – stwierdza moja rozmówczyni. –  Po pojawieniu się na tej imprezie wzrasta poziom oczekiwań wobec młodego projektanta, którym on nie jest w stanie sprostać, bo nie ma środków finansowych na to, by wyprodukować kolekcję. Byłoby wspaniale, gdyby projektanci mogli mieć swoich sponsorów. To się zdarza, ale rzadko. Fashion Week odbywa się już teraz dwa razy do roku, ale w polskich warunkach okres czasu od maja do października jest zbyt krótki – z powodów finansowych – by przygotować nową kolekcję. Nie podoba nam się to, że polski rynek promuje osobę a nie produkt. Wszyscy ekscytują się czyimś życiem osobistym a nie pracą projektanta. Poza wszystkim jest już mało czasu a my mamy na uczelni dyplom do zrobienia – całą kolekcję.

Według Karoliny we wszystkim w życiu liczy się pasja – niezależnie od tego, co się robi: – W Łodzi mam takie dwa przykłady pasjonatek – opowiada. –  Jedną z nich jest pani prowadząca małą piekarenkę, w której można dostać pyszne pieczywo bez polepszaczy. Klienci przyjeżdżają do niej codziennie nawet z daleka. Jest zawsze uśmiechnięta i życzliwa, choćby siedziała zziębnięta w polarze. Druga prowadzi sklepik spożywczy na dworcu Łódź Kaliska. Sukcesywnie poszerza ofertę, bo podchodzi do swojej pracy z autentycznym entuzjazmem i cieszy się, mogąc sprostać oczekiwaniom każdego klienta. Bardzo lubię i szanuję takich ludzi. Cenię tych, którzy przyznają się sami przed sobą, co ich uszczęśliwia.

Dziewczyny nie zamierzają przenosić się do Warszawy: – Znacznie lepiej czujemy się w Łodzi, bo tam żyje się wolniej i taniej.

Ubrania Cock’nbullstory można kupić w Warszawie w BLIND Concept Store na Mokotowskiej 63/100. Ceny w każdym miejscu Polski są takie same, ale Karolina i Agnieszka zarabiają różnie, w zależności od marży, jaką narzuci sklep.

Wbrew nazwie swojego brandu, który będąc angielskim idiomem, oznacza wielką ściemę, bujdę na resorach i przesadzoną lub wyssaną z palca historię, Karolina i Agnieszka mają w sobie potencjał, by całkiem realnie namieszać w polskiej modzie.

Zobacz też

Brak powiązanych artykułów

Aby komentować artykuły musisz się zalogować.

Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się teraz.