Nasz test: Kelo-cote żel na blizny
Kelo-cote to nowoczesny żel na blizny, który ma sprawić, że staną się płytsze i bledsze. Producent podkreśla, że blizna nie zniknie, tylko stanie się niewidoczna. Przetestowaliśmy tę rynkową nowość. Jakie są wyniki naszego testu?
Małgorzata:
Testowałam Kelo-cote na długiej, kilkunastocentymetrowej bliźnie pooperacyjnej.
Żel Kelo-cote ma bardzo ciekawą konsystencję: sprawia wrażenie suchego, a po aplikacji wydaje się pokrywać skórę “lateksową” warstewką.
Zdecydowanym plusem jest znikomy, właściwie niewyczuwalny zapach.
Do opakowania dołączona jest instrukcja, w której na specjalnym kartoniku (dzięki wypukłemu drukowi) pokazano, jak cienką warstwę Kelo-cote należy nałożyć. Tylko tyle ma wystarczyć? Wystarczyło, ku mojemu zdziwieniu.
Ilość nakładana wpływa pozytywnie na wydajność specyfiku. Wystarczy na długo.
A efekty? Po dwóch tygodniach używania długa i dość głęboka blizna lekko się rozjaśniła na całej długości. Wydaje się także płytsza. Co najważniejsze (i dobrze rokujące na przyszłość) po obu końcach blizna “skróciła się” także o prawie centymetr. Jest prawie niewidoczna, tak rozjaśniła się i dopasowała do koloru ciała.
Na dwa tygodnie przerwałam stosowanie Kelo-cote, chcąc sprawdzić, czy efekt utrzyma się. I tu także Kelo-cote mnie nie zawiodło. Blizna nie wróciła do stanu sprzed zastosowania żelu.
Zdecydowanie polecam i zdecydowanie wracam do używania Kelo-cote.
Opakowanie: 5
Zapach: 5
Konsystencja: 5
Działanie: 5
Ocena ogólna: 5
Zobacz też
Brak powiązanych artykułów
































