Jej piękna mała pralnia

Anna Kilian | 24.05.2010
Dodaj swój komentarz Liczba opinii: 0

Wszystko tutaj jest nieduże i wyjątkowe. Na ulicy Okólnik 11a uwił sobie rozkoszne gniazdko „Mysikrólik”. Sklep projektantki Martyny Czerwińskiej to cacko tak urokliwe, że jego obecność aż dziwi w nastawionej na szokowanie rozmiarem, monolitycznej wnętrzarsko Warszawie.

Na Okólniku w Krainie Czarów

„Mysikrólik” działa w tym miejscu od trzech lat. Ale skąd pomysł na nazwę marki? – Mysikrólik to ani mysz, ani królik, tylko najmniejszy ptak w Europie, w Polsce całkowicie pod ochroną. Ta dwoistość w nazwie bardzo mi się spodobała. Sklep też jest mały, więc wszystko dobrze się komponuje – zaspokaja moją ciekawość projektantka. To młoda, dwudziestopięcioletnia, bezpośrednia i bezpretensjonalna kobieta ubrana w szary top, naszyjnik-kolię składający się z kolorowych plastikowych elementów i wzorzyste legginsy. Często wyjeżdża na różne wydarzenia związane z modą – ostatnio na łódzki Fashion Week i krakowski „Etnodizajn Festiwal” – ale kiedy jest w Warszawie, to otwiera swój sklep w południe. Mniej więcej co pół roku zmienia się jego wystrój: – Jeszcze niedawno były tu meble cięte wpuszczane w ściany, wisiały stare lustra, czerwona okrągła lampa, był zupełnie inny klimat – mówi Martyna. Teraz chyba najbardziej rzucający się w oczy element stanowi zawieszona u niskiego stropu klatka dla ptaków.

We wszystkich graficznych przedsięwzięciach pomaga jej narzeczony Marek Mielnicki a w meblowych – Maciej Lange. Zamysł koncepcyjny zawsze wypływa od Martyny. Wystrój z meblami wpuszczanymi w ściany został uwieczniony w sesji fotograficznej, którą można jeszcze zobaczyć na stronie „Mysikrólika” – www.mysikrolik.com.  – Gdy modele ich dotykali, przedmioty  rozstępowały się i widać było ich przekroje pomalowane na złoto. Na przykład w kredensie przeciętym na pół opadała tylna część i widać było jego złote wnętrze. Długo się przygotowywaliśmy do tego projektu. Obecny wystrój jest inspirowany pralnią. Sesja zdjęciowa powstała w przestrzeni pralni przemysłowej: – Było tam pełno butli z detergentami w fantastycznych, żywych kolorach. Jednym z nich był pomarańcz, który stał się wiodącym akcentem barwnym nowej kolekcji. Można go zobaczyć w detalach i przeszyciach. Bardzo lubię połączenie pomarańczowego z szarym – mówi Martyna. I rzeczywiście tak jest. Przeglądam ubrania na wieszakach i podziwiam szarą sukienkę z gniecionym gorsem i pomarańczowym zamkiem wszytym na plecach (kosztuje 390 zł) i szaro-pomarańczowy pas.  Cała kolekcja jest szaro-niebiesko-biało-pomarańczowa. Błękitne połączenie sukienki z bluzą pokryte jest wzorem, który znika pod wpływem temperatury. Sprawdzam chuchając – rzeczywiście! Cienkie ciemne esy floresy nikną w oczach – czuję się jakbym była koleżanką Harry`ego Pottera – by po chwili powrócić na miejsce. Wkrótce będzie można kupić tiszerty z takimi znikającymi wzorami. Znakomite są białe płaszcze przeciwdeszczowe z kapturem uszyte z materiału przypominającego ceratę, wycinanego w ażurowe wzory.

Krawieckie wychowanie

W ubraniach, które projektuje, Martyna bawi się formą i nadrukiem. Rzeczy mają ciekawe zagniecenia, upięcia, przeszycia, nietypowe kieszenie. To wszystko budzi skojarzenia z japońską estetyką, której minimalizm „wyżywa się” w formie. Z łatwością mogę sobie w nich wyobrazić moje znajome Japonki. Poza ubraniami w sklepie można kupić biżuterię (jest tu m.in. fantastyczny naszyjnik z plastiku, którego przezroczysta forma naśladuje rozlaną wodę), torebki (świetne „nerki” w kolorowe wzory), wielofunkcyjne niedrogie szale z mięciutkiej bawełny w kilkunastu kolorach (można je także nosić jako bolerko lub sukienkę), bieliznę damską i męską, obrusy, chustki do nosa a nawet serwis do kawy. Na brak klientów „Mysikrólik” nie może narzekać. Gdy rozmawiam z projektantką, do sklepu wchodzi oryginalnie ubrana, bardzo sympatyczna klientka w złotej furażerce i kupuje jedną z „nerek” – akurat tę, która mnie podobała się najbardziej, w barwny wzór jak z dziecięcego kalejdoskopu. Ponieważ pasek jest nieco za długi, Martyna szybko skraca go na maszynie na górze w pracowni.

- Mam tradycje rodzinne związane z modą. Moja mama od siedemnastu lat ma pracownię krawiecką na Al. Jerozolimskich, naprzeciwko Pałacu Kultury i Nauki. Spędzałam tam mnóstwo czasu jako dziecko. Zbierałam i odkładałam materiały, które mi się podobały. Potem skończyłam  krakowską Szkołę Artystycznego Projektowania Ubioru. Uwielbiam Kraków i styl życia panujący w tym mieście. Kiedy wróciłam, byłam pewna, że chcę mieć swoją własną firmę.  Myśl o pracy dla kogoś innego, jakiejś innej marki pojawia się tylko w chwilach najwyższego zwątpienia. Tu, na Okólniku jest mi dobrze, tu jest bardzo miłe miejsce. Dla każdego artysty przestrzeń do tworzenia jest bardzo ważna. Tutaj się odnalazłam, ale powoli przestaje mi to wystarczać. Na dole jest tylko jedenaście metrów kwadratowych a na górze w pracowni nie więcej, niż dwie trzecie tego. Kiedy mam duże zamówienia, to nie mogę się tu pomieścić. Będę szukać większego pomieszczenia na pracownię a sklep nie zmieni adresu – mówi Martyna Czerwińska.

Mundury i lalki

Projektantka sama wszystko szyje w pojedynczych egzemplarzach i w swoim rozmiarze 36. Kiedy ma większe zlecenia, wynajmuje do pomocy konstruktorkę. Niedawno poproszono ją o zaprojektowanie nowych damskich mundurów dla Stowarzyszenia Harcerskiego: – Byłam kiedyś harcerką, więc poproszono mnie po znajomości. Projekty są w fazie zatwierdzania. Statut zabrania wprowadzania drastycznych zmian, ale pewne kolorystyczne poprawki są dopuszczalne. Zaproponowałam ciemniejsze spódnice i jaśniejsze bluzy. Dzięki temu został przełamany jednolity schemat barwny – opowiada Martyna. Ciekawych zleceń ma sporo. Projektuje lalki zwierząt dla Leśnej Akademii Sukcesu emitowanej od stycznia w Polskim Radiu Internetowym tworzącym portal dla Narodowego Banku Polskiego. To seria dwunastu filmów poruszających ważne kwestie społeczne – m.in. bezrobocia oraz emerytur i rent – w których lektorką jest Krystyna Czubówna.  – Lalki bardzo spodobały się mojemu trzyletniemu synkowi. Nigdy nie mam czasu uszyć żadnej specjalnie dla niego, w końcu muszę znaleźć na to czas – konstatuje Martyna Czerwińska. „Mysikrólik” wykonał też biało-fioletowego bloba – „Prezesa” telefonii komórkowej Play – animowanego przez aktora w reklamie telewizyjnej. Dla EmmaPak`a zaprojektowała kalendarz i plakaty. Produkty naszej polskiej marki będą wkrótce do kupienia w Pradze, Berlinie, Nowym Jorku i Singapurze.

Twórcza inspiracja przychodzi automatycznie. Wówczas Martyna rzuca się w wir pracy i żałuje, że wszystko zdecydowała się robić sama, bo gdy musi skupić się na szyciu, uciekają pomysły. A te w ogóle nie podążają za trendami. Martyna Czerwińska jest rasową projektantką kreującą własny świat form i kolorów, nie oglądającą się na to, co robią dyktatorzy mody i lansują wybiegi oraz magazyny. „Mysikrólik” to oryginalne uniwersum dla indywidualistek, które warto odwiedzić.

Zobacz też

Brak powiązanych artykułów

Aby komentować artykuły musisz się zalogować.

Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się teraz.