Harlekiny winne problemom z seksem?
Problemy z seksem? Psycholodzy obwiniają romanse. Te książkowe. Zdaniem terapeutów coraz więcej osób trafia na kozetkę z powodu nałogowego czytania romantycznej literatury.
Zdaniem brytyjskich naukowców książki wydawane przez Mills and Boon (wydawca romansów powiązany z Harlequin Enterprises) powinny, tak jak papierosy, zawierać ostrzeżenie dotyczące negatywnego wpływu na zdrowie. Powód? Książki potocznie określane jako “harlekiny” można obwiniać za: seks bez zabezpieczenia, niechciane ciąże, nierealne oczekiwania seksualne i kryzysy w związkach.
- W naszych klinikach obserwujemy, że ludzie czerpią informacje na temat seksu i związków raczej z publikacji Mills & Boon niż od ekspertów czy centrów planowania rodziny. Czasami załamujemy ręce i jedyny sposób na pomoc naszym klientom to doradzić im, żeby odłożyli te książki i zajęli się rzeczywistością – powiedziała terapeutka Susan Quilliam.
To nie jedyna tego typu opinia. Psycholog dr Juli Slattery mówiła ostatnio w mediach, że romanse mogą poważnie “zaburzyć życie” czytelników: – Coraz więcej kobiet zdiagnozować można jako klinicznie uzależnione od romansów. Towarzyszy temu wzrastające niezadowolenie z ich realnego życia i związku – ostrzega.
- W książkach tych bohaterka zwykle ratowana jest z opresji przez bohatera, a następnie jej życie wypełniają wielokrotne orgazmy i przebiegające bez problemów ciąże, które mają cementować związek i być dowodem na udane małżeństwo. To nie jest wizja, którą potwierdza realne życie – mówi Susan Quilliam.
- Coraz częściej musimy tłumaczyć rozczarowanym i zrozpaczonym kobietom, że nie każdy pierwszy raz jest ekscytujący i romantyczny, a czasem potrzeba dużo poczucia humoru. Przestrzegamy też, że kolejne ciążę to niekoniecznie oznaka dobrego pożycia. Ale przede wszystkim, że seks i związek mogą być wspaniałe, ale tylko, gdy zaakceptujemy fakt, że nikt nie jest idealny. Idealizowanie to najkrótsza droga do złamanego serca! – dodaje terapeutka.
Quilliam przyznaje, że choć ostatnio publikacje typu “harlekiny” zbliżają się do rzeczywistości poprzez opisy tak prozaicznych czynności jak praca czy zajęcia domowe, pokazywanie bohaterów niepełnosprawnych czy przemocy domowej, to wciąż ich autorzy nie rezygnują z tak charakterystycznych dla tego gatunku: eskapizmu, perfekcjonizmu i idealizowania.
- Jeśli czytelnicy będą wierzyć w te wyidealizowane romanse to sprowadzą na siebie problemy, a z tymi problemami przyjdą potem do naszych gabinetów. Mówiąc o romantycznej fikcji, podkreślajmy słowo fikcja. Rzeczywistość wcale nie musi być romantyczna. A romans nie musi być początkiem długoletniego związku. Nie wiem, ilu z moich klientów zdaje sobie z tego sprawę? Niby odróżniają fakty od fikcji, ale kiedy przychodzi do podejmowania decyzji…kierują się sercem, bo tak robią bohaterzy ich ulubionych książek – tłumaczy psycholog.
Co na te zarzuty wydawnictwo Mills and Boon? – Jesteśmy synonimem takiej literatury, ale uważamy, że nasi czytelnicy – którym radość sprawia ucieczka od dnia codziennego – są na tyle inteligentni, że rozumieją, że romanse to nie życiowe przewodniki. Przecież komedie romantyczne mają nie mniej fanów, którzy nie przenoszą do swojego życia obrazów, które widzieli w kinie.
Zobacz też
Brak powiązanych artykułów
































